Plakat musi być czytelny
W podwórku pod numerem 79 mieści się jednak dużo więcej firm i punktów usługowych, niż znalazło się na plakacie. - Chodziło przede wszystkim o to, że w tych pięciu punktach mamy podobnych odbiorców, a jednocześnie nie jesteśmy dla siebie bezpośrednią konkurencją - przyznaje Katarzyna Olkowicz, pracownica jednego ze sklepów. - Pozostałym firmom z bramy na pewno taka reklama nie zaszkodzi.
Nie był to jedyny powód ograniczenia liczby sklepów. - Na plakacie nie może być zbyt dużo informacji, bo wtedy staje się nieczytelny - dodaje Krzysztof Czyżowicz, właściciel salonu tatuażu, który prowadzi także drukarnię.
Szybkie porozumienie
Projekt reklamy przygotował jeden z pracowników salonu tatuażu, co dodatkowo obniżyło koszty. Zadanie było proste - każda z pięciu firm miała być podobnie wyeksponowana. Wszyscy płacili bowiem po równo. Już trzeci projekt okazał się trafiony. - Zdecydowaliśmy się na pomysł z wiatrakiem - wspomina Krzysztof Czyżowicz. - Musieliśmy jeszcze tylko ustalić, w którym miejscu znajdzie się czyje logo. Ale i w tym wypadku szybko doszliśmy do porozumienia. Na szczycie umieściliśmy po prostu sklep, w którym powstał cały pomysł.
Dzięki temu od zrodzenia się idei wspólnej reklamy do rozwieszenia pierwszych plakatów minął niecały miesiąc.
Cisza przed burzą
W każdym z reklamujących się lokali leży po kilkadziesiąt ulotek reklamowych. Plakaty zawisły w wielu punktach miasta. Zauważalnego wzrostu klientów póki co jednak nie widać. - Początek grudnia to w handlu okres ciszy przed burzą. Krótko przed świętami planujemy rozwiesić kolejną porcję plakatów. Na pewno uda nam się dotrzeć do nowych klientów - mówi z przekonaniem Katarzyna Olkowicz.
Do odwiedzenia bramy ma zachęcić łodzian przede wszystkim niespotykany w innych miejscach asortyment. - W galeriach handlowych z założenia nie ma sklepów z takimi ubraniami czy gadżetami, jakie oferujemy - dodaje Piotr Dabov. - I w tym tkwi właśnie siła i potencjał ulicy Piotrkowskiej.
To dopiero początek
Chociaż nie widać jeszcze wymiernych korzyści pierwszej akcji, kupcy z bramy 79 myślą już o kolejnych. Tym razem klienci jednego lokalu, po dokonaniu odpowiednio dużych zakupów, mogliby liczyć na przykład na zniżki w innym. - Klient zostawia wtedy często pieniądze w obydwu sklepach. Sam też jest ucieszony, bo otrzymał rabat. Chętnie wróci tutaj na zakupy i jeszcze znajomym powie, że warto – opowiada Krzysztof Czyżowicz.
Pomysłów na walkę o handlowy byt reprezentacyjnej ulicy miasta zatem nie brakuje. Nie wiadomo tylko, czy pozostali kupcy z nich skorzystają.



Jezu, ile można: "Dziennik Łódzki" - 2 tygodnie temu o tym pisał. Łódzka Wyborcza tydzień temu. Teraz Wy. Czy coś nowego w tej sprawie? Czy tylko prenumerata łódzkich gazet przychodzi do Was z takim opóźnieniem?
Zgadza się, że inni już o tym pisali i nie daję sobie palmy pierwszeństwa :) Nie mniej jednak warto nagłaśniać pomysły ludzi, którzy nie siedzą z założonymi rękami. Pozytywnie nakręconych ludzi nigdy w mediach za dużo :)
Zgadzam się z Przemkiem (sorki ze tak po imieniu choc sie nie znamy, ale to fajne zdrobnienie) Takie rzeczy nalezy naglasniac. Multikina itp doprowadziły juz do upadku mniejszych kin...nie pozwolmy by centra handlowe doprowadzily do upadku mniejszych sklepow!!