Przedszkolu Towarzystwa Przyjaciół Dzieci na Bałutach grozi paraliż. W grudniu placówka dostała informację, że musi opuścić część z zajmowanych pomieszczeń.
Jest w czym wybierać
Władze TPD nie domagają się cofnięcia decyzji dotyczącej wymówienia umowy najmu, tylko znalezienia przez urząd miasta nowej lokalizacji dla przedszkola. Jak podkreślają, w Łodzi jest wiele budynków po zlikwidowanych w latach 90. przedszkolach, które dzisiaj wykorzystywane są do innych celów. - Będziemy nawet zadowoleni, jeśli wskazany zostanie budynek, który trzeba będzie dopiero zaadoptować na potrzeby dzieci - dodaje Jolanta Kadaj.
Korzystają z przysługujących im praw
Pomysł z nową siedzibą przedszkola nie pojawił się jednak dopiero teraz. Od 2007 roku zarząd TPD składał oficjalne pisma urzędowe w tej sprawie, ale poza deklaracjami pomocy ze strony lokalnych polityków, nic się nie zmieniało, a na pisma nie było żadnego odzewu. - My,rodzice dzieci przedszkola TPD na łódzkich Bałutach postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce - piszą w liście do mediów. - Zorganizowaliśmy spotkanie, podczas którego postanowiliśmy dać odpór urzędniczej bezczynności i zawalczyć o odpowiednie miejsca dla swoich pociech. Chcemy skorzystać z przysługujących nam praw obywatelskich i wymóc na urzędnikach, aby wreszcie podjęli stosowne decyzje.
Zasypią urząd podaniami
Rodzice nie zamierzają jednak formalnie się organizować, czy przeprowadzać rozdmuchanych akcji. Zamiast tego planują dosłownie zasypać urząd pismami, w których domagać się będą podjęcia ostatecznych decyzji. Przygotowany przez specjalistów dokument wypełniać będą nie tylko rodzice, ale całe rodziny - babcie, dziadkowie, ciocie, wujkowie. Na odpowiedź dają urzędnikom 7 dni. - We wszystkich przedszkolach jest problem z miejscami, a za sprawą urzędników zlikwidowane może zostać kolejne - oburza się Urszula Malicka, mama 5-letniej Karolinki.
Rodzice i władze TPD wierzą, że do końca stycznia uda się znaleźć nowy budynek na potrzeby przedszkola.


