Blog stanął w miejscu... tak jak miasto Łódź... Trudno każdego dnia opisywać co sie dzieje na ulicach... poza tym... każdy łodzianin jest naocznym świadkiem otaczającej nas rzeczywistości... Ale fanclub warto prowadzić... chociażby ze względu na odzew znajomych z innych miast dzwoniących z kondolencjami :)
Już nawet nie sposób wymienić wszystkich idoli, co rusz pojawiających się w komunikacji miejskiej...
Przeżyłam ostatnio podobne "sardynkowo" co Marcin ;> I próbuje mnie dopaść jakaś infekcja... Nasza zdechła sardynka naprawdę rozprzestrzeniła zarazki ;>
Przy okazji tego całego remontowego zamieszania można zaobserwować przepiękne zjawiska społeczne... Równie fascynujące co kolektywy kolejkowe (ale to już temat na odrębny fanclub :)).
Nie da się ukryć, że każdy z nas na swój sposób przeżywa niekończące się korki i opóźnienia tramwajowo-autobusowe... Ale użytkowników można podzielić na:
-maksymalnie zirytowanych (delikatnie powiedziane ;>) wyrzucających z siebie gniew najgłośniej jak to tylko możliwe...
-równie zirytowanych osobników o skłonnościach do interwencji społecznej... mniej więcej po drugim lub trzecim autobusie lub tramwaju, który wypadł z trasy dzwonią do zarządu komunikacji miejskiej ;>
-nie mniej zirytowanych dyskutantów szukających winowajcy zaistniałej sytuacji...
-zirytowanych inaczej obserwatorów (czyt. z ich pokerowych min trudno odczytać emocje)... ale z ilości przebytych kilometrów wokół przystanku można odczytać stopień zdenerwowania...
-zirytowanych uśmiechniętych, którzy tę nerwową sytuację próbują obrócić w żart...
Próbowałam się zaklasyfikować, do jednej z wymienionych grup... Ale w sumie... w moim przypadku wszystko zależy od sytuacji, stanu ducha i poziomu zmęczenia... Z pewnością nie wykrzykuję w niebo głosy jak jest mi źle, że utknęłam w korku (chociaż czasem, aż chce się wyć)... Najczęściej obserwuję (stojąc jednak z miejscu ;>), czasem włączam się do dyskusji, szczególnie jak mnie ktoś zaczepi to staram się nie ignorować współtowarzysza cierpienia ;> No i cały ten stres próbuję zwalczyć poczuciem humoru i uśmiechem...
A, do której grupy przyporządkujecie siebie moi drodzy mmkowicze? Może macie jakieś głębsze spostrzeżenia... zapraszam do dyskusji :)
P.S. Tytułowa psychoza odnosi się do wieści z radia... w którym to usłyszałam, że przez problemy z komunikacją miejską łodzianie zaczynają popadać w psychozę... Ech, z pewnością wychodząc z domu... nie wiemy dokąd dziś dowiezie nas ukochany tramwaj czy autobus...
P.S. 2 Pozdrowienia dla Konrada, który szybciej porusza się po Krakowie niż ja po Łodzi... a narzekaliśmy na nasze rodzinne miasto :)
Fanclub... psychoza
Marta Roszkowsk...
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 540
- Wpisów na blogu: 10
- Komentarzy: 265
- Miejsc na mapie: 210


Na "ukochanej" krańcówce przy Śląskiej było dziś tłoczno...wydało mi się trochę dziwne, że aż cztery 13 znalazły się tam o tej samej porze...do odjazdu zostało ok.8 minut (poprzedni tram uciekł mi sprzed nosa;>), ale jeden z tramwajów ruszył...pomyślałam:"fajnie, nie będę czekać pod gołym niebem bo nieprzyjemnie"...podjeżdża...patrzę na numer...patrzę dokładniej...niby 3 widzę, ale gdzie jest 1????ja wiem, że mam wadę wzroku, no ale bez przesady;> trochę bałam się wsiąść, bo nie bardzo byłam pewna gdzie może mnie to coś wywieźć...ale zaryzykowałam i zwiedziłam trochę Łodzi...poza tym do pracy dotarłam bez przesiadania się do innego tramwaju...
aha...rozkładu na przystanku nie było, tylko czerwona kartka - pewnie ze zmianą trasy...ale kto by to czytał??i oczywiście (już chyba rytuał w Łodzi) : "dokąd pan jedzie?", "pan teraz skręca?", "a dojadę na milionową?", etc.
PASAŻEROWIE nie dajmy się zwariować!!!
Zamienili mi Z2a na Z4 i dodali oprócz Z2 jeszcze Z11, niby jeżdżą tą samą trasa a jednak oddzielnie. I weź tu nadąż człowieku za tymi zmianami :)
No comment :)
5 dni w tygodniu stoję na przystanku i czekam x minut, aż pojawi się moje kochane 55 lub Z9. I jak na złość jak nie przyjeżdża to wszystko. Jak już pojawi się na horyzoncie Z9 to zastanawiam się, czy nie lepiej by było jechać na dachu-tam tyyyyle miejsca. Na stojąco jeszcze się nie nauczyłam spać,ale jak te remonty będą jeszcze długo trwały to podejrzewam, żę nauczę się spać nie tylko na stojąco ale i z otwartymi oczami :) Boże, daj mi odrobinę cierpliwości...