Tak moi mili... zasiadłem zdecydowawszy się uprzednio że przeleję na ten migotający ekran co mi w duszy gra, a w sumie nie gra a tli się jeno jak mała wątła iskierka...
Tak...i jak tu zacząć...jak opisać to ćwierć wieku w tym Mieście?
Jak przedstawić Wam stosunek mój do niego? Nie łatwa to rzecz... nie da się opisać przecież tych dni kiedy dorastałem w tej Metropolii , kiedy uciekałem w i do Niej...jak opisać te niezliczone noce kiedy plątałem się po Jej wąskich uliczkach i te ranki które nastawały po nich? Nie da się przedstawić po krótce myśli które wtedy przebiegały mi pogłowie...jedno jest pewne Łódź jak czuła kochanka otulała i kołysała mnie do snu...zawsze wierna i zawsze czekająca. Rozkładająca czule ramiona swych ulic, witająca mnie uśmiechem Centrum Zdrowia Matki Polki kiedy wracałem do niej po chwilowej separacji i małych zdradach z gorącymi kochankami/miastami południa Europy.Nigdy żadnego wyrzutu, nigdy zimniejszego oblicza, zawsze "witaj w domu" niesione z szumem "dziesiątki" pędzącej do centrum...
Tak...idealizuje powiecie...być może, nie zaprzeczam.Faktem jest, że burzliwe koleje mojego losu rzucały mnie do rożnych miast Europy,w każdym szukałem tego czegoś, tego wiatru,zapachu, smaku którego nie potrafiłem zdefiniować.To "coś" to właśnie ta iskierka która zdaje się że już przygasa, że już jej nie ma aż nagle wybucha żywym płomieniem i zmusza do powrotu.
Tak było i tym razem.W sobotę. Wstałem w środku nocy,ponad 200 kilometrów od Łodzi i zacząłem szukać jej zdjęć w internecie.Znajdowałem.Lepsze, gorsze, aż znalazłem dwa które mnie powaliły.Siedziałem i wpatrywałem się w nie aż za oknem zrobiło się jasno... jakaś nostalgia nieopisana, melankolia niezbadana unosiła się nad tymi zdjęciami...przypominała tysiące historii które w cieniu tych sfotografowanych budynków się odbywały..."Nie ma już Łodzi sprzed lat...nie ma już tych wrogów i nie ma przyjaciół, a każdemu los różnie odpłacił..."
Kołacze się wciąż po głowie ta myśl,że muszę wrócić.Podświadomie już się do tego szykuję...Po raz wtóry ukorzę się i powiem Łodzi wygrałaś...muszę skończyć to na wpół zaczęte, daleko od niej, "nowe" życie, ot po prostu wyjść nie trzaskając bardzo drzwiami... i wrócić...wrócić do Domu... Bo cóż z tego że mam tu duże ładne mieszkanie? Cóż,że mam dobrą pracę, ba! żonę nawet mam. Mam wiele a tak naprawdę nie mam nic. Zatraciłem się w tym wszystkim. W tej pogoni, w tym "wyścigu szczurów" o coraz to lepsze miejsce na wypaczonej drabinie społecznej.Zgubiłem to szczęście kilku letniego chłopczyka w krótkich spodenkach przemierzającego krzywe chodniki ulicy Nawrot i chłonącego ciepło bijące z rozgrzanego łódzkiego betonu. Ech mam dziesięć lat, głowa jest wolna, nie mam pieniędzy,nie mam telefonu,kluczyków do samochodu, mieszkania,nie mam dokumentów, ale mam wolność i taki rodzaj szczęścia którego już chyba nie będzie mi dane doświadczyć...nie zawracam sobie głowy przyszłością, martwi mnie czy dziś będę dobrze grał w nogę na jednym z zakurzonych miejskich boisk...żyję chwilą nie zdając sobie sprawy że jak już zrozumiem co to owo "carpe diem" i nazwę je, będzie za późno żeby tak żyć. Taki paradoks, uczą nas o chwytaniu chwili a nie potrafią nauczyć jak ją chwytać...
Tak... kładę się spać...w mieście którego nie znam i z którym mnie nic nie łączy poza kobietą która usypia obok...
Dobranoc kochanie... tyle wystarczy...nie będę Cię kłamał że śnił będę o Tobie, bo będę śnił o łódzkim beztroskim dzieciństwie, o zapachach i jego smakach...z tej beztroski i dzieciństwa jeszcze tylko ta niezmienna i wieczna jak trawa Łódź mi pozostała...
Wygrałaś... wieczny Odys po raz wtóry wyrusza do swej Itaki!


ja tez kocham Łódź, miłością szczerą i czystą. nie wyobrażam sobie życia w innym mieście, choć może to sie jeszcze kiedyś zmieni, zobaczym jak potoczy się mój los. bez względu jednak na wszystko, łódź pozostanie moja ukochana:)
A ja dopiero zakochuję się w tym mieście... chociaż jeszcze nie wiem czy to jest moje miejsce na ziemi... czy w ogóle takie istnieje... mój świat jest tam gdzie jestem ja... i może ktoś jeszcze...
A Łódź wciąż odkrywam...
aż zostałem przewodnikiem po przybranej matce Łodzi, bo ja to chłop z Mazur jestem hehehe :)
ja nie wyobrażam sobie życia w innym mieście, wszyscy mówią, że Łódź jest brzydka,szara, że nie ma tu możliwości. Gdyby Ci ludzie swoją energię wykorzystywali na zmienianie wizerunku naszego miasta i uczestnictwo w imprezach już organizowanych - to obraz Łodzi wśród jej mieszkańców byłby zupełnie inny.
owszem Łódź się zmienia, na lepsze oczywiście. Staje się centrum kultury, i na prawdę chciałbym żeby kiedyś nim była.Mało spotyka się ludzi, którym Łódź by się podobała i wiele naprawdę potrzeba miłości i wyrozumiałości żeby pokochać ją taką jaką jest. No bo cóż... nie możemy powiedzieć że Łódź jest piękna tym rodzajem piękności jakim są Wrocław, Kraków czy Gdańsk...nie odwiedzają jej hordy pstrykających zdjęcia turystów...A jednak są ludzie którym się ta biedna szara Łódź podoba :) i są ludzie, mam nadzieję, którym tak jak mi uśmiech sam się pojawia na twarzy jak tylko wkraczam w jej granice...
mnie sie najbardziej "podoba", że nawet jak przyjezdza ktos kto nie zna łodzi, np zza granicy i baardzo mu sie łódź podoba, to mieszkańcy łodzi: znajomi tego turysty, szybko wyprowadza go z "błędu" i uświadomią ze łódź jest szara i przeprosza za to ze jest nudna i brudna...