Arena Laser Games to największe w Polsce centrum gier laserowych. To nowoczesne centrum rozrywki, oferujące grę w elektroniczny paintball.
Uczestnicy-gracze mierzą się ze sobą w pojedynku, który odbywa się w labiryncie na powierzchni niemal 400 m.kw. Labirynt jest dwupoziomowy, skryty w półmroku, wzbogacony rozmaitymi dodatkowymi zaskakującymi niespodziankami (m.in. mina czy bunkry) oraz efektami świetlnymi i dźwiękowymi, co sprawia, że gra wymaga od zawodników refleksu, inteligencji, sprytu i przemyślanej strategii. Gracze "strzelają" do siebie wiązkami lasera.
Mamy dla Was 5 podwójnych zaproszeń do Arena Laser Games. By wziąć udział w konkursie wystarczy w komentarzu opisać swoje najbardziej "ekstremalne" przeżycie. Nagrodzimy autorów najciekawszych wpisów. Konkurs trwa do 18 lutego do godz. 23.59.
5 podwójnych zaproszeń do Arena Laser Games w Manufakturze [konkurs]
redakcja
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 1035
- Wpisów na blogu: 814
- Komentarzy: 473
- Miejsc na mapie: 332


Najbardziej ekstremalna? Mogłabym wymyślić historię o kosmitach, o skoku ze spadochronem, zaginięciu w Nowym Jorku ale nic takiego jeszcze nie przeżyłam. Chociaż mogłabym opowiedzieć o moich potyczkach na studiach - o tak to ekstremalne wyczyny. Noc w lesie w górach razem z moją koleżanką, błądzenie między drzewami i nasłuchiwanie czy nic nie czai się na nas - to była najbardziej ekstremalna przygoda. Wracanie potem pół dnia piechotą do miasta podczas burzy i łapanie stopa - całe przemoczone, niewyspane i głodne (swoją drogą nic dziwnego, że mało osób się zatrzymywało aby nas podwieźć:P). A przed samym domem zorientowanie się, że żadna z nas nie ma kluczy... Do dziś się przyjaźnimy, takie przeżycia musiały nas związać.
rzecz miala miejsce w 2007 roku, podczas wizyty w grecji. jeden dzien postanowlismy spedzic zwiedzajac greckie wyspy, w tym celu wybralismy sie w rejs statkiem (do portu mielismy az 300km od naszego miejsca zakwaterowania). jednym z ostatnich punktow wycieczki statkiem byla wizyta na wspomnianej wyzej eubei. wysepka piekna, nieskalana wszedobylskimi turystami. urzekla mnie tak swoim urokiem, ze calkowicie zapomnialam o nieprzestawieniu zegarka na czas grecki. po powrocie w miejsce zbiorki okazalo sie, ze statek juz dawno odplynal, zapominajac o nas! przed oczami pojawila mi sie wizja pozostania na tej wyspie i hodowli winorosli do konca zycia, nie mielismy ani pieniedzy, ani telefonu. probowalismy przedstawic nasza sytuacje rybakom w porcie, ale nie byli w stanie w zaden sposob nam pomoc, gdyz nie wladali jezykiem angielskim. wyszemrali pod nosem tylko coast guard. ufff... pomyslalam jestesmy uratowani. niestety coast guarda nielatwo bylo znalezc, a okoliczni sklepikarze slyszac coast guard, pokazywali nam rozmaite post cards... w koncu udalo sie nam dotrzec do celu, "pan straznik" skontaktowal sie z naszymi polskimi pilotami wycieczki, ktorzy zorganizowali nam transport, do miejsca naszego greckiego zakwaterowania, najpierw taxowka - ktora znacznie przekraczalismy dozwolona predkosc, pozniej promem, na ktory zdazyslimy w ostatniej chwili, nastepnie prywatnym samochodem kapitana statku, dalej autobusem z wegierska wycieczka, az w koncu zolta panda znajomej naszej rezydentki, takze wegierki dotarlismy do miejsca docelowego! :)
Nie wiem czy jest to ekstremalne przeżycie ale na pewno spowodowało chwile grozy. Tegoż lata wybrałam się z koleżanką na kajaki na jednym z amerykańskich jezior, niedaleko jednej z wysp była skała nazywana "Jesus rock" ponieważ znajduje się tuż pod powierzchnią wody, a kiedy się na niej stanie stwarza pozory jakby stało się na wodzie. Wyruszając na kajaki miałyśmy silne postanowienie stanięcia na tej skale i uwiecznienia tego faktu dla potomnych. I wszystko wydawało by się zwyczajna wyprawą gdyby mój kajak nie postanowił odpłynąć podczas sesji zdjęciowej- zostawiając mnie z wiosłem, z dala od brzegu. Moja koleżanka próbowała złapać i podprowadzić go do mnie, tak abym mogła wsiąść z powrotem. Całej pikanterii dodały dwie motorówki które przepływały w odległości jakichś pięciu metrów powodując fale utrudniające holowanie kajaka i obawy o zepchnięcie ze skały.
Akcja zakończyła się powodzeniem po około 15 minutach grozy, nie ma jednak jak trochę dreszczyku, od razu człowiek wie że żyje.
Pozdrawiam
Historia krótka, prawdziwa i stara... może nie ekstremalna, ale wtedy była straszna...
Listopad 1995 roku, godzina ok 21. Ja (mały chłopiec - 9 lat) wracam po wieczornej kąpieli z łazienki do swojego pokoju. Stawiam beztrosko, krok za krokiem, tak wykonałem z 5 małych kroczków, gdy nagle....woda we wszystkich kranach w domu odkręciła się "na maxa" (3 krany - jeden w kuchni, drugi w łazience, trzeci pod prysznicem). Nie wiem jak to tłumaczyć, wiem że do tej pory uważam to za coś nadprzyrodzonego.
Moje najbardziej "ekstremalne" przeżycie trwa nadal. Mam 3 dzieci i zawsze jest ekstremalnie, ale za to wesoło.
Dużo miałam w życiu extremalnych przeżyć. Kolejki górskie w Wesołych miasteczkach za granica, wspinaczka po skałach w Lloret de Mar, samotna noc w lesie, ogromny sztorm na Mazurach, gdzie nic nie było widać, a wszystkie sprzęty na pokładzie odmówiły nam posłuszeństwa, wędrówka po górach w nie trafną, śnieżną pogodę, a najbardziej zapadł mi w pamięć przypływ i silne wiatry, oraz fale nad morzem które gwałtownie rzucały mnie na falochrony, ledwo uszłam wtedy z życiem.
najbardziej extremalne przeżycie dla każdego studenta to sesja :D cały semestr nauki w tydzień :D i egzaminy ustne gdzie brak wiedzy trzeba zatuszować dobrą ściemą xD przypływ adrenaliny gwarantowany...
bo niby co wiecej adrenaliny daje skok ze spadochronu? o nie! SESJA to istny potwór, z którym trzeba sie zmierzyć oko w oko i albo sie wyjdzie zwyciesko albo polegnie... heh
takie balansowanie na krawedzi :P
DLA MNIE EKSTREMALNE PRZEŻYCIA TO SEXIK Z MOJA PRZYSZĄ ŻONĄ NA PLAŻY ZA SKAŁKAMI W COSTA BRAVA -TO BYŁO PRZEŻYCIE......TAK MI SIE TO SPODOBAŁO ŻE WYJEŻDZAĆ NIE CHCIAŁEM))))........
Wakacje w bajkowych rumuńskich Karpatach to już samo przez się jest przeżycie...-brak jakichkolwiek warunków sanitarnych,co chwilę inna pogoda i piękne,zapierające dech w piersiach widoki.Pewnego razu wybraliśmy się z moją dziewczyną na wędrówkę i stanęliśmy jak wryci-naprzeciw nas stała niedźwiedzica z małym słodkim...niedźwiadkiem.Osłupieliśmy,ale ona chyba też,bo po krótkim patrzeniu sobie prosto w oczy,każdy poszedł w swoją stronę.Więc nie taki niedźwiedź straszny jak go malują...
Lot samochodem : samochody idą na czołowe zderzenie , ucieczka na pobocze, uderzenie o pryzmę gruzu na poboczu , wybicie i lot samochodem w powietrzu - obrót na bok, upadek i ta myśl - o k....... - lusterko się urwało.
Wózek się trochę sfilcowal - obyło się bez kasacji.
Środek lata. Słońce. Mazury. Śniardwy. Kajak pełen bagaży. Brzmi sielankowo, póki nie doda się gwałtownej niespodziewanej burzy. Silne fale i wiatr znoszące kajak na sam środek jeziora. Nie było by tak źle, gdyby kajak nie przeciekał i nie zapełniał się wodą deszczową. Wylewanie wody miską niewiele dawało. W kajaku tyle wody co w wannie. Gdyby nie pomoc motorówki, to było by po mnie. Akcja kilka dni przed białym szkwałem. Miałam ogromne szczęście.
Z góry przepraszam za swoją złośliwość, ale pagaille -" co to znaczy kilka dni przed białym szkwałem"? Byłam na Mazurach w 2007 roku, kiedy na Śniardwach właśnie "przyszkwaliło" (zgineli wtedy ludzie) a 10 minut przed tym świeciło słońce. Więc biały szkwał jest groźny tylko wtedy kiedy jest, można poznać że się zbliża np. po "zawieszających" się kropelkach wody na fali. A to że było kilka dni wcześniej o niczym nie znaczy- mogło być 40 stopni ciepła i zero wiatru. No i nie nie było by po Tobie, bo na kajak zakłada się zawsze kamizelkę. Wybacz że się uczepiłam tego szkwału ale jak ktoś długo żegluje, to niestety korci. (: pozdrawiam
Kilka lat temu robiliśmy ze znajomymi dla obozu tyrolke( to taki zjazd po linie). Wszystko było dobrze ludzie świetnie się bawili. Trochę emocji jak ktoś pierwszy raz musiał powierzyć swoje życie sprzętowi i radocha z jazdy w dół, ale nic wielkiego. Do czasu, aż jeden z uczestników nie zaczął się wygłupiać w czasie zajazdu. Przywalił wtedy głową w drzewo i przestało być tak śmiesznie. Wiadomo góry to góry tam każdy wypadek jest niebezpieczny ze względu na to, że wszędzie daleko. Szybka pierwsza pomoc oddychał więc nie było całkiem źle, ale krwi wszędzie masa co chwile traci przytomność. Szybko sklecone nosze i lecimy z nim na najbliższą polanę. Przyleciał śmigłowiec i zabrał biedaka do szpitala. Po pewnym czasie hospitalizacji wydobrzał, jednak mogło się skończyć dużo gorzej.
Myślę, że mogłabym opowiadać o wielu przeżyciach, ale postanowiłam wybrać jedno, którego prawdopodobnie nie zapomnę do końca życia, a na pewno nie w najbliższym czasie. Byłam na obozie we Włoszech i była wycieczka do Gardalandu - włoskiego parku rozrywki. Weszliśmy i zobaczyliśmy mnóstwo kolejek górskich. Nasze pierwsze słowa to: "Nie wsiądę na żadną!" Jednak po pewnym czasie miałyśmy już za sobą kilka - to coś niesamowitego, coś co wyzwala tyle pozytywnej energii w człowieku. :) Jedzie się, krzyczy, a jak się zejdzie, to człowiek chce jeszcze raz i jeszcze raz: do góry nogami i normalnie, i jeszcze raz do góry nogami - nawet teraz jak o tym pomyślę, to masz mi się sama buzia śmieje :) Po kilku godzinach miałyśmy już wszystkie za sobą oprócz jednej: gdzie jechało się do góry nogami - jak na większości, ale nie szybko, a wręcz odwrotnie - baaaardzo wolno. Ustawiłyśmy się w kolejce - bo w końcu świat należy do odważnych - traf chciał, że chwilę przed nami się ona popsuła, ale szybko ja naprawili. Weszłyśmy - jedna z lepszych kolejek górskich, a wspomnienia niezapomniane z całego dnia :)
Po prostu miałam na myśli, że się cieszę że moja wyprawa kajakowa skończyła się kilka dni przed tym wydarzeniem.. Bo początkowo miałam w planach wyjazd w późniejszym terminie.
jest widok spadającego człowieka z gór. Krzyk, odwracasz się i widzisz jak spada ktoś w dół. Na chwilkę zamiera cały świat, strach, paraliż, i po chwili tysiące myśli na sekundę. Co zrobić, jak pomóc. Trzęsące się nogi, mocno bijące serce i bieg w kierunku poszkodowanego, niby że szybki, a tak naprawdę męczący i nieporadny. Wolny, bardzo wolny.. czasami za wolny :(.
moje najbardziej ekstremalne przezycie to bylo cos z poczatku przerazajacego a potem tylko kupa smiechu z tego wyszla. zdarzylo sie to calkiem niedawno bo 23.12. 2009 r. godz kolo 22 moja mama miala do odebrania jakas paczke u znajomych ktorzy mieszkaja poza miastem na wsi. poprosila mnie abym ja przywiozla. z poczatku mialam jechac tam sama ale ze bylo juz pozno bo kolo 21 to pojechala ze mna. mialam skrecic na swiatlach na glownej trasie w lewo i tak tez zrobilam. jedziemy powoli jest bardzo slisko mijamy domy jeden za drugim ale nie widac tego co potrzeba. jedziemy jedziemy w koncu droga wyprowadzila nas w las wszedzie ciemno nic nie widac. chciala sie z tamtad jakos wydostac z powrotem i zaczelam cofac i wtedy sie zaczelo kolo wpadlo mi do rowu. nie moglysmy we dwie sobie poradzic. wolamy krzyczymy ale nic zywego ducha w tym lesie. opocz swiatel awaryjnych nie bylo widac kompletnie nic. po kilkuminutowej akcji z samochodem dzwonimy do mojego faceta i prosimy o pomoc zeby nas wyciagnal z tego rowu. a wtedy tak nas rozbawila jego odpowiedz do telefonu ze smialysmy sie caly wieczor. zapytal sie co robimy w srodku nocy w lesie a moja mama na to jak to co wisimy. przyjechal po okolo kwadransie i tak sie juz rozpedzil ze omal sam w tych ciemnosciach nie wpadl do tego samego rowu. w koncu jakos sie udalo nas uwolnic bo swieta spedzilybysmy w lesie.
moje najbardziej ekstremalne przeżycie miało miejsce kilkanaście dni temu... a była to pierwsza sesja w moim życiu. Studiuje prawo w Łodzi, na naszym pięknym wydziale:) i muszę wam powiedzieć, że jak żyję to nigdy takiego zakuwania nie pamiętam. To była jakaś trauma, koszmarny sen. Od świąt siedziałem nad książkami, dnie i noce starałem się to wszystko jakoś ogarnąć... Wreszcie się udało, choć i tak za 2 tygodnie czeka mnie jedna poprawka. Cóż, takie jest życie studenta. Dlatego przestrzegam wszystkich przyszłych, potencjalnych studentów prawa, zastanówcie się kilka razy zanim zdecydujecie się na te studia! :) Bo może za parę lat to właśnie wy będziecie przypominać sobie o waszej pierwszej sesji słysząc hasło 'ekstremalne przeżycie'. To dlatego bardzo chciałbym wybrać się na Arene i trochę się wyszaleć po długiej harówce. :P
P.S. Niedawno na mm pojawił się wpis, że Wydział Prawa UŁ obok Jagiellonki najlepiej przygotowuje studentów do egzaminu na aplikacje i ma najwyższy poziom kształcenia. Chyba jest w tym ziarnko prawdy...
:)
hmm, mysle ze mam jedno ;)
bylo to w sumie nie dawno, akurat wykopali nam studzienke zeby podlaczyc kanalizacje do mieszkania, no ale robotnicy oczywiscie za dobrze tego nie zabezpieczyli...
siedze kulturalnie, przegladam internet i nagle:
- Marcin !! CHodz!!
- co sie stalo?
- pies wpadl do szamba!
no, ze babcia nie odroznila szamba od studzienki to sie troche zlaklem, ale zbiegam - nie jest zle, pies oczy jak 5 zloty, 2m w dole i po tułów w wodzie (troche napadalo)
no to rozpoczynamy akcje ratownicza - poszedlem przyodziac jakies kalosze zeby tego psa jakos wydostac, wracam i co? babcia w dole, bo pies nie moze czekac :D
no jakos wspolnymi silami psa wyciagnelismy, ale babcia juz nie miala tego szczescia. 10min trwalo zanim udalo mi sie ja stopien po stopniu wyciagnac (taka mala drabinka byla) Niestety, pies chyba sie niczego nie nauczyl bo zaraz zaczal znow wokol studzenki weszyc, moze chociaz babcia juz nie bedzie sie ladowac w dziury tak impulsywnie :P